poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 5: "..Niespodzianka.."

Jakieś półgodziny później Mike leżał w szpitalu na badaniach. Policja chciała ze mną rozmawiać w sprawie zeznań, bo byłam świadkiem całego zdarzenia.

-Tak jak powiedziałam, Mike jako pierwszy uderzył tego chłopaka on mu później oddał... trochę mocniej niż powinien.- Zagryzłam wargę z nerwów wiedząc, że Justin wyszedł z tego tylko rozciętą wargą, a Mike leży w szpitalu. 

-Jest pani tego pewna?- Zapytał nie do końca wierząc mi w to co mówię,Westchnęłam kiwając tylko głową.- Zna pani tego drugiego? Jeżeli pani chłopak chce jest wstanie pozwać tamtą osobę.

-Nie obchodzi mnie co zrobi, bo to NIE jest już mój chłopak.- Byłam zirytowana słysząc znów to cholerne określenie.- Nie znam go. Spotkałam się z nim tylko raz. Nie wiem gdzie mieszka lub pracuje. Powiedziałam już wszystko co wiem, a teraz wybaczcie, ale wracam do domu.- Minęłam policjantów zmierzając do wyjścia. Udało mi się złapać taksówkę dzięki czemu nie musiałam iść godziny piechotą. Siedząc już w środku auta spojrzałam na wyświetlacz komórki. Nic. Zastanawiałam się czy po dzisiejszej sytuacji Justin jeszcze napisze. Nie oczekiwałam przeprosin, bo tak na prawdę nie miał mnie za co przepraszać. Zanim zdążyłam zauważyć taksówka zatrzymała się pod moim wieżowcem. Wchodząc do mieszkania zastałam tam jedynie głuchą cisze. Usiadłam na sofie przed telewizorem, na który poszła większa część mojej wypłaty.

-Niespodzianka.- Odwróciłam głowę w stronę drzwi od sypialni skąd dochodził dźwięk. Stała tam Kylie razem z Joshem i Lukasem. Zerwałam się z łóżka piszcząc, a zaraz potem rzuciłam się n nich. Pociągnęłam ich obojga w swoje ramiona. Rzadko widziałyśmy się z chłopakami, bo ciągle gdzieś jeździli. Przyjeżdżali na tydzień, a zaraz potem znów ich nie było.

-Widzicie. Mówiłam, że się stęskniła.- Kylie śmiała się stojąc dalej przy drzwiach od sypialni.- Dobrze, że dalej mam te zapasowe klucze.

-Dobra, dobra koniec czułości. Powiedz co to za chłopak, o którym mówiła Kylie.- Luk zabawnie poruszył brwiami.

-Ważniejsze jest gdzie Mike. Chętnie skopałbym mu tyłek.- Oj Josh gdybyś tylko wiedział. Tak na prawdę tylko Kylie i Luk są rodzeństwem, ale każde z nas traktowało się jak rodzinę. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć nie ważne gdzie byliśmy. Wszyscy poznaliśmy się na podwórku i od tej pory jesteśmy przyjaciółmi. Oprócz nas jest jeszcze moja siostra, Lili. 

-Nie jest to teraz ważne. Opowiadajcie jak było i co robiliście.- Spędziliśmy parę godzin na wspólnej rozmowie. Razem spakowaliśmy ubrania Mike'a po czym Luk przeniósł je pod drzwi. Nawet przez chwilę nie myślałam o tym co działo się w ostatnich dniach. Czułam się rozluźniona będąc z nimi i w sumie nic w tym dziwnego skoro znamy się już od 15 lat. Brakowało mi jeszcze Li do pełni szczęścia, ale obecnie była z naszą mamą w Nowym Jorku. Razem z Kylie próbowałyśmy zeswatać ją z Lukiem, ale niestety nam to nie wychodziło.

-Idę dziś do kumpla na taką mini imprezę. Może chcecie iść tam ze mną?- Zaczęłam analizować wszystkie za jak i przeciw. Josh się zgodził, a Kylie o dziwo odmówiła.

-Nie da rady. Rano muszę iść do pracy, a nie mam tyle pieniędzy co wy, abym mogła odmówić sobie tej przyjemności.

-Przecież już Ci mówiłem.-Josh podszedł do mnie łapiąc moją dłoń w swoją.-Zostań moją żoną, a będziesz mieć wszystkiego pod dostatkiem.- Próbował być poważny, ale za długo go znałam. Lubił się wygłupiać, więc często nie brałam na poważnie to co do mnie mówił.- Dobra nie będę nalegać. Jeżeli kochasz to przyjdziesz sama.- Wydymał usta zarzucając śmiesznie włosami. Prychnęłam cicho spoglądając na Luka. Miał dziwny wyraz twarzy i trudno było mi ją określić, bo przez tak długi czas jak się znaliśmy widziałam ją pierwszy raz. Chciałam się odezwać, ale przerwał mi zanim cokolwiek powiedziałam.

-Musimy już iść. Obiecałem chłopakom, że będę wcześniej.- Podszedł łapiąc mnie w czułym uścisku.- We wtorek przychodzą do nas moi kumple wpadnij razem z Lili. Poznacie się, a później trochę wypijemy.

-Co? Mogłeś powiedzieć mi o tym wcześniej. Może ja już mam coś zaplanowane.- Kylie złapała się za boki.

-A masz coś zaplanowane?

-Nie, ale..

-No to żadne, ale siostra.- Moja przyjaciółka momentalnie ucichła.

-Jutro zadzwonię do Li.- Luk kiwną mi głową patrząc na zegarek.

-Musimy się zbierać.- Poszedł po swoje rzeczy po czym pocałował mnie w policzek na pożegnanie. Zaraz po nim Josh i Kylie, a następnie już ich nie było. Westchnęłam cicho spoglądając na walizki pod drzwiami. Jutro wyjdzie ze szpitala i raz na dobre zniknie z mojego życia. 



Justin

Waliłem pięścią w drzwi czekając, aż mi ktoś otworzy. Było chwile po 24, a ze środka już leciała głośna muzyka. Tylko my. Prychnąłem do siebie. Normalnie już wszedłbym do środka, ale Brock miał chujowy zwyczaj zamykania drzwi nawet podczas imprezy. Usłyszałem zamek w drzwiach symbolizujący, że mogę wejść do środka.

-Bieber, więc jednak urwałeś się z roboty.- Zmarszczyłem brwi piorunując go wzrokiem.

-Odwal się.- Zaśmiał się idąc przez tłum ludzi.

-Kto Ci przywalił?- Usłyszałem w jego głosie drwinę co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. 

-Powiedziałem odwal się poza tym jak sobie przypominam mieliśmy być tylko my.

-No, więc plany się trochę zmieniły. Stałeś się trochę sztywny. Jesteś moim kumplem, wiec muszę Cie trochę rozruszać.- Podeszliśmy do sofy gdzie siedzieli już wszyscy oprócz dziewczyn.

-No, no. Kogo w końcu przywiało do miasta.- Josh razem z Lukiem wstali podając mi rękę. Poczułem jak ktoś nagle wskakuje mi na plecy. Spiąłem się, bo nigdy tego nie lubiłem. Odwróciłem głowę chcąc zobaczyć sprawcę.- Mówiłem żebyś tego nie robiła.- Zeszła ze mnie mrucząc coś pod nosem.

-Mógłbyś być trochę milszy.- Dziewczyna splotła ręce na piersi zerkając na mnie.

-Emma- Westchnąłem cicho.- Wiesz, że tego nie lubię.

-Chcesz piwo?- Obok nas stanęła Charlott rzucając w moim kierunku ciche cześć na co ja zrobiłem to samo. Nie trzeba było być mądrym, aby zauważyć, że za sobą nie przepadamy. Czyli byliśmy już wszyscy. Ostatni raz kiedy byłem z nimi wszystkimi było to kiedy wybraliśmy się na krótkie wakacje do Miami. Miałem tyle luzu w pracy, że sprawy mogłem załatwiać telefonicznie.

-Przynieś dwa. Jedno dla mnie drugie dla Justina.- Jej przyjaciółka przewróciła oczami, ale posłusznie po nie poszła. Głupi szczeniak.- A Tobie co się stało?- Wskazała na moje usta.

-Mały konflikt z nieznajomym.- Chcąc uniknąć dalszych pytań przyciągnąłem ją do siebie łącząc nasze usta w brutalnym pocałunku. Poczułem przez to lekki ból, ale nie było to coś czym miałbym się przejmować. Odsunęła się ode mnie lekko dysząc.

-Bieber wrócił. Chce się zabawić. Już tydzień tego nie robiłam. Chodź zatańczyć.- Zaciągnęła mnie na "parkiet" po czym zaczęła ruszać się w rytm muzyki. Stałem prosto przyglądając się jej kiedy podeszła do mnie obracając się. Zaczęła ocierać tyłkiem o moje krocze na co ja złapałem za jej biodra dostosowując się do jej ruchów. Kiedy piosenka zmieniła się na nową dziewczyna odwróciła się do mnie rzucając się na moje usta.- Chodźmy gdzieś gdzie będziemy sami. Tęskniłam za Tobą.- Nie było to coś co odwzajemniałem. Nie to, że była niezbędna w naszej grupie. Poznałem ją na imprezie, a później dzwoniłem tylko wtedy kiedy nie miałem się z kim zabawić. Niestety później sama zaczęła przychodzić. Poszedłem za nią do jednego z wolnych pokoi. Nie to, że miałem ochotę się z nią zabawić po prostu jak to mówią... jak dają to bierz. Zamknąłem za nami drzwi sięgając do krawędzi jej koszulki. Zdjąłem ją a zaraz potem jej spódnice i bieliznę. Zabawmy się..

--------------------------------------------------
Proszę o wybaczenie, ale pisze to teraz na szybko i tak na 
prawdę nie miałam zbytnio pomysłów na ten rozdział. 
Nie sprawdzony, więc mogą być błędy i jest 
strasznieeee krótki ;-;
Obiecuje, że kolejny będzie lepszy. 
Jeżeli są pytania odnośnie ff jest ask specjalnie do tego stworzony.
Nazwa: mojeijuz  xd

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 4: "..Proszę, proszę. Kogo ja tu widzę.."

Zaczęłam szykować się do wyjścia trochę później niż zamierzałam, więc miałam o wiele mniej czasu. Podeszłam do szafy. Wybrałam z niej zestawienie luźnej, swetrowej sukienki z zakolanówkami i botkami. Do tego kilka dłuższych naszyjników, ciemno beżową torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Nałożyłam moją ulubioną kremową bieliznę, a później ruszyłam do łazienki, aby się pomalować. Kiedy kończyłam czesać włosy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie musiałam zgadywać kto stał przed nimi, więc nie zawracałam sobie głowy wcześniejszym ubraniem się.

-Każdemu otwierasz drzwi będąc tak ubrana?- Mike opierał się o framugę, który jak na wczesną porę wyglądał na nieźle wstawionego.

-A Ty nauczysz się nosić kluczę?- Nie odpowiedział tylko miną mnie wchodząc do środka. Zamknęłam drzwi po czym poszłam do pokoju, aby do końca się ubrać. Podniosłam z łóżka swoją torebkę, a zaraz po tym powędrowałam do kuchni po swój telefon. Przez cały czas czułam jak wzrok Mike'a wodzi za mną.- Zamiast się przyglądać mógłbyś posprzątać swoje rzeczy, które wszędzie się walają.- Sięgnęłam po klucze od samochodu leżące obok. Nie miałam zamiaru nigdzie nim jechać po prostu upewniałam się, że to on nigdzie nim nie pojedzie. 

-Gdzie i z kim idziesz ?- Nie zamierzałam mu odpowiadać tylko podeszłam do drzwi, ale za nim zdążyłam je otworzyć wstał i złapał mnie za nadgarstek mocniej niż powinien.- Zapytałem...

-Gówno Cie to obchodzi.- Nie dałam mu dokończyć.- A teraz jeżeli mnie nie puścisz to obiecuję, że przy najbliższej okazji urwę Ci jaja i powieszę je na kiju przed blokiem.-Musiał zorientować się jak mocno trzyma moją rękę, bo odsuną się ode mnie jak oparzony. 

-Teraz opowiedz mi na pytanie.

-Uważam, że to nie jest już Twoja sprawa.- Otworzyłam drzwi wychodząc na korytarz.- Chcę żebyś się spakował i się stad wyniósł zanim wrócę do domu. Nie żartuję.

-O czym Ty..- Znów nie dałam mu dokończyć po prostu zamknęłam mu drzwi przed nosem. Dojście na miejsce nie zajęło mi więcej niż 15 min. Już z daleka go dostrzegłam. Miał na sobie spodnie umieszczone niżej od miejsca im przeznaczonego, czarną koszulkę z podwiniętymi rękawami, a do tego czapkę z daszkiem do tyłu. Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się dokładniej jego tatuażom i muszę przyznać, że były niesamowite. Chłopak spojrzał w moją stronę po czym machną mi ręką, a drugą chował telefon do kieszeni. Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech w momencie, w którym mnie dostrzegł. 

-To miłe.- Powiedziałam do siebie idąc w jego stronę.- Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać.

-Nie szkodzi. Właściwie to ja sam niedawno przyjechałem.- Wskazał na samochód stojący obok nas. Otworzyłam szeroko oczy widząc jego auto.

-WOW. Czy to lamborghini aventador roadster 6?- Podeszłam bliżej nie mogąc oprzeć się pokusie przejechania dłonią po masce.

-Nie porysuj jej. Oszczędzałem przez dłuuugi czas żeby sobie je kupić. To najważniejsza perełka w moim życiu.- Podszedł do mnie przyglądając się uważnie co robię.

-Twoja dziewczyna musi być zazdrosna o ten samochód.- Zerknęłam na niego kątem oka sunąc dłonią dalej. Uśmiechną się zadziornie i muszę przyznać, że od dziś będzie to mój ulubiony widok. 

-Nie mam dziewczyny, żony ani niczego w tym rodzaju... a co z Tobą?- Nie miałam ochoty dopowiadać, więc udałam, że nic nie słyszę. 

-Chcę kiedyś zajrzeć pod maskę tego cudeńka.- Chłopak prychną z niekrytą drwiną. 

-Znasz się w ogóle na samochodach?

-Mój ojciec miał dwie córki ani jednego syna. Jego fascynacją były auta, a ja byłam najstarsza. Jak myślisz?- Justin kiwną mi głową.

-Może kiedyś Ci pozwolę.- Wyciągną do mnie rękę żebym ją złapała i tak też zrobiłam. Weszliśmy do kawiarni siadając w bardziej odosobnionym miejscu. Wnętrze nie różniło się niczym od innych.- Więc co z tym chłopakiem? Byłem ciekawy co się stało słysząc Twoją rozmowę z koleżanką na imprezie.- Westchnęłam wiedząc, że nie odpuści.

-Zaczęło się od wyjścia z Kylie, za dużo wypiłam i przespałam się z jakimś chłopakiem. Miałam wyrzuty sumienia, więc od razu się przyznałam. Około tygodnia później dowiedziałam się, że i on miał romans, ale nie mogłam być o to zła... w końcu zrobiłam to samo.- Chłopak uważnie mnie słuchał nic nie mówiąc.- Obiecaliśmy sobie, że to ostatni raz i nigdy więcej to się nie powtórzy, jednak... w noc kiedy Cię poznałam on miał pracować, Kylie chciała iść na imprezę. Nie byłam zbytnio tym zachwycona. Kiedy wysiadłam z taksówki zobaczyłam go w kawiarni z jakąś rudą suką. Nie powiedziałam mu o tym, bo planowałam zemstę, ale dałam sobie spokój i po prostu wyrzuciłam go z mieszkania dokładnie przed wyjściem tutaj. I to chyba tyle.- Kończąc spojrzałam na niego czekając na to co powie.


Justin

Myślałem nad odpowiedzią, ale tak na prawdę nie wiedziałem co mówić. Sam nie byłem święty, więc nie chciałem wyjść na hipokrytę.

-Gdybym miał taką dziewczynę jak Ty nie potrzebowałbym drugiej.- Wiedziałem, że tylko to będzie najbliższe prawdy jednak dziewczyna posłała mi dziwne spojrzenie.

-Nawet mnie nie znasz.

-Racja, ale mówiłem bardziej o...- Wskazałem na nią dłonią od góry do dołu.- Twoim ciele.

-Dzięki. Ty to umiesz prawić komplementy.- Słysząc sarkazm w jej głosie zaśmiałem się wiedząc, że ma racje.

-Wiesz jak to...

-No proszę, proszę. Kogo ja tu widzę.- Nie mogłem dokończyć, bo jakiś facet podszedł do naszego stolika.- Wiedziałem, że dobrym pomysłem będzie za Tobą iść. Więc to z nim się pieprzysz.- Od faceta waliło alkoholem i wiedziałem, że może się to źle skończyć.

-To jest ten dupek, o którym Ci mówiłam. Dupku... chuj Cię obchodzi kim on jest.- Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała. 

-A więc to jest on kochanie?- Selena podniosłą głowę zaskoczona jednak nic nie powiedziała.- Muszę przyznać, że Twoja dziewczyna ma niezłe ciało, a to co robi w łóżku.. Wow, nie wiem jak możesz ją zdradzać.- Chciałem go trochę wkurwić i dobrze mi to szło. Śmieszyło mnie jak zaciskał pięści chcąc mi przywalić. Jednak szczerze? Nie radzę.- Świetnie się razem wczoraj bawiliśmy.- Posłałem dziewczynie porozumiewawcze spojrzenie.

-Więc jednak nie poszłaś do Kylie. Wiedziałem, że włóczysz się gdzieś jak jakaś dziwka.- Nie odpowiedziała mu tylko złapała mnie za rękę wstając.

-Chodź. Pójdziemy gdzieś gdzie jest ciszej.- Wyminęliśmy go wychodząc z baru jednak ten poszedł za nami. Nie chciał odpuścić.

-Nigdzie z nim nie idziesz.- Zanim zdążyłem zareagować dziewczyna została wyrwana. Kiedy się do nich odwróciłem Sel próbowała wyrwać rękę z jego dłoni.

-Właśnie, że pójdę. Idź do tej rudej dziwki z którą Cię widziałam.

-Gdzie..

-Radzę Ci zostaw ją.- Podszedłem bliżej chcąc ją zabrać.

-To nie Twoja sprawa.- Zanim się obejrzałem dostałem on niego przez co poleciałem do tyłu. O nie skurwielu teraz to też moja sprawa. Przywaliłem mu z całej siły w twarz. Wylądował na ziemi, nie tracąc czasu kopnąłem go w brzuch później jeszcze raz.

-Justin nie! Przestań, starczy już.- Gdzieś za mną słyszałem głos Seleny, ale nie za bardzo się tym przejmowałem. Byłem zbyt wściekły żeby zareagować.- Justin błagam Cię.- Poczułem jej dłoń na ramieniu i dopiero wtedy się zatrzymałem. Chłopak leżał na ziemi jęcząc z bólu. Miał już opuchliznę przy oku i krew na twarzy. Kiedy przejechałem językiem po wardze poczułem smak własnej.

-Skurwiel.- Kopnąłem go jeszcze raz po czym poszedłem do dziewczyny, aby upewnić się, że nic się jej nie stało.- Wszystko gra?- Chciałem jej dotknąć, ale się odsunęła.

-Nie dotykaj mnie. Masz krew na rękach.- Zacisnąłem dłonie w pięści opuszczając je. Minęła mnie kucając obok tego chuja.- Prawie go zabiłeś.- Słysząc słowo prawnie poczułem lekki żal, ale nie dlatego, że go pobiłem. Żal, że dalej żyje. Nikt nie będzie bezkarnie ze mną zadzierał. Zawsze taki byłem i wątpię żeby to się zmieniło. Chciałem coś powiedzieć, ale uciszyła mnie podnosząc dłoń do góry.- Nie musiałeś go tak kopać. To ciota poddałby się po pierwszym
 uderzeniu.- Zacisnąłem wargi wiedząc, że ma trochę racji. Dobra ja też umiem przyznać się do błędu... chociaż nie wychodzi mi to robienie tego na głos.

-Rób co chcesz. Nie moja sprawa.- Widząc, że chłopak jest przytomny klęknęłam obok niego tak żeby mnie widział i dobrze słyszał.- A Tobie radze nikomu o tym nie mówić, bo jestem w stanie potraktować Cię o wiele gorzej.- Wstałem i jakby nigdy nic poszedłem do swojego samochodu odjeżdżając  z piskiem opon. No i nowa znajomość dobiegła końca, a mogło byś tak ciekawie.

.----------------------------
No i jest nowy rozdział ^^ Miał być w niedziele,
ale najpóźniej staram się dodawać
max w poniedziałek.

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 3: "..Świetnie sobie radzisz.."

Selena

Opowiedziałam o wszystkim Kylie oraz o mojej zemście.Miałyśmy wspólnie wymyślić jakiś plan, ale kiedy tylko zaczęłyśmy pić cała złość ze mnie spłynęła. Skończyło się na tym, że obie zasnęłyśmy chwilę po jedenastej. Kiedy wróciłam do mieszkania zastałam tam jedynie głuchą cisze co było mi jak najbardziej na rękę. Była dziś niedziela, więc miałam wolny dzień, aby zając się sobą. Idą do łazienki sięgnęłam po komórkę dzwoniąc po pizze. W między czasie wzięłam szybki prysznic. Wychodząc z kabiny narzuciłam na siebie szlafrok, a mokre włosy zawinęłam w ręcznik. W momencie, w którym wyszłam z łazienki ktoś zapukał do drzwi.

-Dzień dobry.- Chłopak około dziewiętnastki wręczył mi pudełko. Sięgnęłam po pieniądze, które miałam odliczone na szufladzie obok wejścia. Nie starałam się być miłą po prostu od razu zamknęłam drzwi bez słowa. Razem z moją ukochaną pizzą rzuciłam się na kanapę sięgając po pilot. Miałam jakieś 5 godzin zanim spotkam się z Justinem, więc 3 z nich miałam zamiar przeleżeć.


Justin 
Siedziałem na kanapie w salonie przeglądając papiery potrzebne mi do pracy. Tak na prawdę gówno mnie obchodziło co tam jest. Najchętniej wyszedłbym gdzieś z kumplami, zarwał do jakiś lasek i wypiłbym kilka piw. Od czasu kiedy przejąłem robotę po ojcu 2 lata temu nie mam wiele czasu dla kumpli. Teraz wyobraźcie sobie dwudziestotrzyletniego chłopaka dla którego najważniejsze są imprezy, dziewczyny i wyścigi samochodowe, który musi to wszystko zostawić, aby zająć się robotą po ojcu. Na szczęście odziedziczyłem też po nim smykałkę do interesów. Rzuciłem papiery na miejsce obok mnie łapiąc za telefon. Była dopiero 14 więc miałem jeszcze sporo czasu do spotkania z Seleną. Ciekawiło mnie co teraz robi. Czy jest teraz zajęta? A może już się szykuje? Była pierwszą dziewczyną, która zapadła mi w pamięć. Pewnie po tym jak się z nią prześpię zapomnę o niej i znajdę inną. Jak na razie nie interesowały mnie związki na dłuższą metę. Miałem wybrać jej numer kiedy usłyszałem głos mojej siostry. 

-Justin. Jaxon zepsuł mi Bibka.- Przewróciłem, ale szybko pobiegłem na górę. Dla ścisłości Bibek to jej pluszak. Jasmine siedziała na łóżku z miśkiem. Jaxon za to stał obok, a po jego policzkach ciekły łzy.

-To już 2 w tym tygodniu.- Jęknąłem do nich zabierając pluszaka z jej rąk. Szwy przy jego szyi były rozerwane. Na szczęście można było to naprawić.- Da się to naprawić, a Ty Jaxon nie płacz już.- Pogłaskałem go po głowie na co on lekko się uśmiechną.

-A co z Bibkiem?- Krzyknęła głośniej kiedy chciałem wyjść z pokoju.

-Nie jest źle. Poproszę mamę żeby go zszyła.- Kiedy kiwnęła głową ucieszona mogłem spokojnie wyjść z pokoju. Chociaż strasznie ich kochałem potrafili irytować mnie gorzej niż inni. Schodząc na dół usłyszałem swój telefon. Podbiegłem do niego odbierając nawet nie patrząc kto to.

-Czego?- Warknąłem do słuchawki.

-Coś Cie w dupę ugryzło Biber?- Spojrzałem na wyświetlacz. Scott.

-Odwal się stary. Nie mam teraz humoru.- Ten to zawsze wiedział kiedy zadzwonić. Łapiąc telefon między ramieniem, a uchem. Sięgnąłem po dokumenty z sofy, które wcześniej tam rzuciłem.- To czego chcesz?

-Idziemy dziś do Brocka...

-Idziecie? -Przerwałem mu chcąc dowiedzieć się kto dokładnie tam będzie.

-No wiesz.. Ja, Em, Charlotte, Luk i oczywiście Brock... i jakieś laski. No wiesz jak za starych dobrych czasów. Napijemy się, przelecisz Em.- Myślałem chwilę nad odpowiedzią. W sumie już dawno nie piłem u Brocka i bądź co bądź dawno nie spałem z Emmą. Nie byliśmy razem i nie żywiłem do niej jakichkolwiek uczuć. Czasem kiedy miałem ochotę ją przelecieć lub kiedy ona miała ochotę po prostu to robiliśmy.

-O której mam być?- Przejechałem dłonią po włosach skanując swój dzisiejszy plan. Muszę sprawdzić kilka dokumentów później spotkanie z Seleną i jestem wolny. 

-24.- Jęknęłam pod nosem. Rano musiałem stawić się w biurze i nie było mi to na rękę.

-Stary wiesz przecież, że... 

-Zapomniałem.- Przerwał mi czego strasznie nie lubiłem.- Wielki B ma teraz obowiązki. Uważaj, bo niedługo zaczniesz łazić w garniaku i uklepanych włosach.

-Odpieprz się stary. Wiesz, że sam tej roboty sobie nie wybrałem.- Zawsze wiedział co powiedzieć, aby mnie wkurwić.- 24, będę.- Rozłączyłem się rzucając telefon na kanapę. Chociaż to moi przyjaciele, kochali mnie wkurwiać i testować moją wytrzymałość, bo jeszcze żadnemu z nich nie przywaliłem.- Będę musiał to zmienić.- Wzruszyłem ramionami idąc do kuchni, która była połączona z salonem. Dzieliła je jedynie szklana ściana. Sięgnąłem do lodówki, bo od rana nic nie jadłem, a mój żołądek dawał już o sobie znać.

-Justin.- Zaraz za mną do kuchni wszedł Jaxon.- Kiedy będzie mama?

-Nie wiem. Poszła po zakupy, a chcesz coś?- Młody pokręcił głową siadając na krześle niedaleko mnie.- Może zrobię coś słodkiego?

-Tak!- Uśmiechnąłem się do niego szperając po szufladach.

-Może być gorąca czekolada z bitą śmietaną?

-Tak, tak, tak.- Jaxon krzykną uradowany. W tym samym momencie usłyszałem jak drzwi wejściowe otwierają się.

-Mama wróciła.- Mruknąłem do chłopaka, który od razu wstał i pobiegł do niej. Odwróciłem się przodem opierając się o kuchenny blat.

-Mamo, mamo. Justin robi mi gorącą czekoladę.

-Ciesze się.- Matka pogłaskała go po głowie kładąc zakupy na blacie nie odzywając się do mnie słowem. Nie byliśmy w najlepszych stosunkach już od jakiś 2 lat dokładnie od śmierci ojca. Czułem się tak jakby obwiniała mnie za jego śmierć. Dobra może nie byłem zbyt "grzeczny", ale to na pewno nie była moja wina. 

-Niedługo wychodzę, wrócę jutro rano.- Odwróciłem się do niej plecami nie chcąc patrzeć jej w oczy. Zawsze kiedy na mnie patrzyła były puste, pozbawione jakichkolwiek emocji.

-Nie idziesz jutro do biura?- Zerknąłem na nią przez ramie. Nawet na mnie nie patrzyła. 

-Idę.

-Więc powinieneś zostać i się wyspać. Będziesz zmęczony...

-Więc może powinnaś zając się tym sama, a nie zrzuciliście to na moje barki.- Krzyknąłem odwracając się do niej. W końcu na mnie patrzyła, ale nic nie powiedziała. Dobra ja też nie byłem względem niej w porządku, ale ludzie... Na prawdę nie prosiłem się o tą robotę. Lubiłem się bawić i nigdy tego nie ukrywałem.- Przepraszam. Nie powinienem był krzyczeć. 

-Nie masz racje. Nie powinniśmy byli zrzucać tego na Twoje ramiona. Wiedziałam, że nie jesteś gotowy zając się tym wszystkim, ale Ty miałeś przejąć tą prace po ojcu. Po Tobie miał to zrobić Twój syn.

-Wiem, mamo.- Po tych słowach zastała cisza. Z lekkim wahaniem. Podeszła do nie kładąc dłoń na moim ramieniu.

-Mimo wszystko świetnie sobie radzisz, synu.- Oniemiałem. Pierwsza pochwała po 2 latach. Nic więcej nie powiedziała tylko wróciła do swojej czynności, więc i ja zrobiłem to samo.


czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 2: "..Odpuść sobie.."


       Selena
Głośny łomot dochodzący od drzwi wejściowych spowodował, że gwałtownie podniosłam głowę z poduszki czując silny ból. To był minus jeżeli chodzi o moje picie. Nie ważne ile alkoholu spożyje, bo zawszę będę mieć kaca. Powoli podniosłam się do góry trzymając ręce na skroniach w nadziej, że to cokolwiek mi pomoże jednak kiedy ktoś znów zaczął się dobijać dałam sobie spokój. Ruszyłam do drzwi zamiarem pozbycia się wkurzającego natręta. Jednak gdy tylko je otworzyłam do środka wpadł wkurwiony Mike.

-Ile kurwa można stać pod tymi cholernymi drzwiami?- Wydarł się tak głośno przez co byłam w stanie przyznać, że każdy sąsiad wieżowcu go słyszał.

-Ciszej głowa mnie boli poza tym gdzie masz klucze?- Poszłam do kuchni, aby nalać sobie szklankę wody i wziąć coś przeciwbólowego.

-Zostawiłem je w pracy. Chciałem jak najszybciej wrócić do domu i do Ciebie.- Podszedł bliżej obejmując mnie w pasie. *Ta jasne.. w pracy.* Odsunęłam go zabierając swój kubek ruszyłam przez salon do sypialni. Może nie była duża.. w sumie jak reszta mojego mieszkania, ale był przytulny.- Coś się stało?- Nie odpowiedziałam mu.- Skarbie?- Wchodząc do naszej, a już niedługo mojej sypialni zaczęłam szykować strój do pracy, którą na szczęście dziś zaczynałam o wpół do dziesiątej. Miałam jakąś godzinę do wyjścia. Szykując się cały czas zadawałam sobie pytanie czego jeszcze nie wyrzuciłam tego dupka z mieszkania. Zemsta. To właśnie chciałam dostać, szanse na zemstę. Będę musiała zadzwonić do Kylie. Wczoraj nie rozmawiałam z nią o tym co widziałam w kawiarni. Włożyłam buty oraz zabrałam torbę będąc już gotowa. Spojrzałam jeszcze na swój telefon mając nadzieje, że Justin wysłał mi wiadomość jednak pusto. Żadnych połączeń i żadnych wiadomości. Patrząc ostatni raz na godzinę wyszłam z domu rzucając "mojemu chłopkowi" ciche cześć. Wsiadłam do mojego auta.. tak mojego, tak samo jak mój dom. Gdyby nie ja nie miałby nic, a ten dupek miał jeszcze czelność mnie zdradzać. Nie myśląc już o tym włączyłam radio w którym leciał właśnie Weekend- Victoria Kern & Menno. Wyjechałam na główną ulicę, która prowadziła do biurowca, w którym pracowałam. Po około 10 minutach jazdy zostałam zatrzymana przez ogromny korek. 

-Boże, czemu ja?- Jęknęłam kładąc głowę na kierownicy. Co 5 minut samochody poruszały się zaledwie o metr lub dwa i jeżeli dalej tak będzie to nigdy nie dojadę do pracy. Włączyłam prawy kierunkowskaz, aby zjechać z głównej ulicy. Znałam inną drogę, która była nieco dłuższa, ale nie jeździło nią wiele samochodów. Do pracy dotarłam po 15 minutach niestety o 5 minut za późno i miałam wielką nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Niestety nie miałam tego szczęścia.

-Nasza droga Selena. Kolejne spóźnienie?- Szef podszedł do mnie cmokając i grożąc mi palcem jak w jakimś przedszkolu.- Jeszcze jedno spóźnienie, a stracisz tą posadę. Na Twoje miejsce jest wiele innych osób.- Kiedy odszedł wywróciłam oczami idąc na swoje stanowisko. Włączyłam komputer skanując papiery leżące na moim biurku, które musiałam wprowadzić do systemu. Biurowiec, w którym pracowałam miał około 10 pięter i każde z nich zajmowało się czymś innym. Firma nie była znana na cały kraj jednak była znana w większej części Stratford. 

-Muszę wam na chwilę przerwać. W przyszłym tygodniu przyjedzie do nas bardzo ważna osoba. Właściciel całej naszej firmy, aby sprawdzić czy posiadamy odpowiednie warunki do pracy. Proszę was abyście robili to co do was należy w tym czasie, a teraz wracać do roboty.- Jednak zamiast wrócić do pracy sięgnęłam po telefon, który sygnalizował nową wiadomość. Widząc od kogo ona jest skrzywiłam się.

  Od: Misiek 
Nie wiem o co chodziło Ci dziś z rana, ale podejrzewam, że to ja zrobiłem coś złego.. *nie no stary, geniusz z Ciebie* ..więc wiedz, że mi strasznie przykro.. *Czy Ty wiesz chociaż z jakiego powodu Ci przykro?* ..I tej nocy Ci to wynagrodzę.. *Błąd. Już prędzej zmoczysz chuja w tej rudej dziwce niż we mnie*..więc nie planuj nic na dzisiejszy wieczór. Kocham Cię. *Tak, tak. Ty wszystkich kochasz.*

  Do: Dupek z chujem w kisielu.
Wybacz, ale dzisiejszy wieczór spędzam z Kylie. Może pójdziemy na jakąś imprezę. Co Ty na to? Wybacz SKARBIE może następnym razem..

Tak na prawdę nie miałam jeszcze żadnych planów na wieczór, więc miałam tylko nadzieje, że Kylie jest dziś wolna. Szybko wybrałam jej numer tworząc nową wiadomość. 

  Od: Kylie 
Mam nadzieje, że moja droga przyjaciółka znajdzie czas, aby przyjąć mnie dziś do siebie na noc.

Nie musiałam długo czekać na jej odpowiedz.

  Od: Kylie 
Oczywiście, zawsze kiedy tylko chcesz, a coś się stało?

 Do: Kylie
Mike, ale opowiem Ci jak się spotkamy.

Nie dostałam odpowiedzi, więc wzięłam się do pracy, aby jak najszybciej skończyć to co do mnie należało. Niestety nie miałam tego szczęścia, ponieważ robotę skończyłam około 19;30 i właśnie wracałam autem do domu. Spędzając czas w pracy muszę przyznać, że moje myśli błądziły wokół jednej osoby, Justin. Czy napisze? A może Kylie go odstraszyła. Kątem oka zerknęłam na komórkę leżącą obok na miejscu pasażera. Nic, więc może jednak go wystraszyła. Zagryzłam wargę lekko zirytowana. Czy ona zawsze musi tyle gadać? Postawiłam samochód na krawężniku przed głównym wejściem do bloku po czym ruszyłam w stronę swojego mieszkania.

-Tak wiem.. Powiedziałem przecież, że wiem o tym.- Usłyszałam głos Mike'a dochodzący z mieszkania w momencie kiedy wyszłam z windy.- Nie obchodzi mnie to. Masz to załatwić i tyle.. Gówno mnie to obchodzi!- Wydarł się, a zaraz potem usłyszałam trzask. Był zły i wiedziałam, że lepiej jest teraz tam nie wchodzić. Ostatnio ciągle bywał wkurwiony i chociaż nigdy nie zrobił mi krzywdy nie miałam pewności, że kiedyś tego nie zrobi. Wzięłam kilka krótkich wdechów po czym weszłam do środka. Nie mam zamiaru stać przed drzwiami, bo on był zły.

-Gdzie byłaś tyle czasu?- Mike odezwał się do mnie w momencie, w którym weszłam do środka. O tak, był ostro wkurwiony.- Czekałem na Ciebie.

-Miałam strasznie dużo pracy poza tym mówiłam, że mam już na dziś plany.- Odłożyłam torebkę na kuchenny blat i zanim zdążyłam zareagować Mike odwrócił mnie przodem do siebie wtulając się w moje ciało. Zwalczyłam odruch, aby odepchnąć go od siebie jak najdalej. Poklepałam go lekko po plecach wiedząc, że nie stać mnie na większość czułość.

-Ciesze się, że tu jesteś.- Przewróciłam oczami wiedząc, że tego nie widzi. Oj chłopie nie pieprz bzdur.

-Muszę wziąć swoje rzeczy i wyjść. Kylie na mnie czeka.- Chciałam się odsunąć, ale mi na to nie pozwolił.

-Nie zostawiaj mnie dzisiaj. Chce iść z Tobą do łóżka.- Jego usta znalazły się na mojej szyj, a mnie zemdliło. Wyrwałam się mu odchodząc na bezpieczną odległość.- O co Ci kurwa chodzi?! Co ja takiego zrobiłem?- Krzykną wściekły robiąc kilka kroków w moją stronę.

-Odpuść sobie Mike. Jeżeli nie jesteś w stanie domyślić co zrobiłeś to po prost sobie odpuść.- Zacisną dłonie w pięści przy ciele tak mocno, aż jego knykcie zbielały.

-Jeżeli Ty wychodzisz to ja również.- Zabrał swoją kurtkę z wieszaka i już po chwili go nie było.

-To sobie idź.- Szepnęłam do siebie sięgając po telefon. Na ekranie pokazała się jedna nie odebrana wiadomość.

   Od: Nieznany
Oczekuję Cie jutro o 18 pod barem Kamikadze.

Zmarszczyłam brwi zastanawiając się kto to może być.

   Do: Nieznany
Kim jesteś?

 Odpowiedz była natychmiastowa.

  Od: Nieznany
Przystojniak z baru, któremu dałaś numer chwile przed tym jak uciekłaś.

Justin. Jego imię automatycznie pojawiło się w mojej głowie. Przez całą sytuacje z tamtym dupkiem zapomniałam o Justinie. Uśmiechnęłam się do siebie. Czyli jednak napisał.

   Do: Przystojniak z klubu
Nie spodziewałam się, że jednak napiszesz. Myślałam, że zapomnisz o mnie, a kartkę wyrzucisz gdzieś po drodze do domu.

   Od: Przystojniak z klubu
Ja? O Tobie? Skarbie takiego tyłka się nie zapomina, więc jutro?

Przewróciłam oczami na jego komentarz.

   Do: Przystojniak z klubu
Oczywiście.

Nie dostałam już odpowiedzi, więc zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z domu. Jakieś 15 minut później byłam już pod domem Kylie. Jednak zanim weszłam do środka zaszłam do sklepu po trochę alkoholu. 

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 1 "...Niezły tyłek skarbie..."

Przepraszam za to co stało się z tekstem ;-;
________________________________________________
-Selena błagam, błagam, błagam. -Kylie krzyczała do słuchawki przez co musiałam odsunąć ją nieco 

od ucha. -Wiesz jakie to dla mnie ważne.

-Zawsze kończy się tak samo. Masz mnie pilnować, a i tak chwilę później zostaje sama. Poza tym Mike nie będzie tym zachwycony. Wie jak zachowuje się po alkoholu.- Westchnęłam na wspomnienie ostatniej imprezy kiedy moja przyjaciółka miała mnie pilnować, a wylądowałam w łóżku z obym mężczyzną. Po tej sytuacji ledwo uratowałam mój związek z Mikiem. Niestety nie został mi dłużny, tydzień później dowiedziałam się, że spał z jakąś dziwką z pracy. Nie zrobiłam mu o to awantury, bo sama nie byłam w porządku. Obiecaliśmy sobie, że to pierwszy i ostatni raz. Od tamtej pory nie chodzę już po imprezach, a nasz związek nie wygląda już tak jak na początku.


-Mika nie ma w domu. Mówiłaś, że pracuje do rana, a my wrócimy koło 3-4. Zobaczysz nikt się nie dowie i będę Cie pilnować. No proszę Sel, na prawdę tego potrzebuję.- Wzięłam głęboki wdech po czym powili wypuściłam powietrze z płuc. Ona zawsze była przy mnie kiedy tego potrzebowałam, więc nie mogłam jej teraz zostawić. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 20:35.


-O 21:30 oczekuję Cie pod moimi drzwiami. Pojedziemy taksówką i masz się nie spóźnić. -Usłyszałam głośny pisk dziewczyny przez co prawie ogłuchłam.


-Kocham Cię dziewczyno, po prostu wielbię.- Zanim zdążyłam odpowiedzieć połączenie zostało zerwane. Wiedziałam, że później tego pożałuje, ale nie chciałam jej zostawić. Rozstała się z chłopakiem, którego uważała za miłość swojego życia. Dla jasności rzucił ją dla jakiejś innej gówniary. Przysięgłam sobie, że kiedy tylko go spotkam urwę mu jaja. Spojrzałam jeszcze raz na zegarek, miałam jakieś 50 minut, aby się wyszykować. Dam radę, nawet z palcem w dupie. Poszłam do łazienki, aby wziąć szybki prysznic. Włosy myłam z rana, wiec oszczędziłam sobie sporo czasu. Po umyciu podeszłam do lustra, aby nałożyć makijaż. Nie zawracałam sobie głowy ręcznikiem, lubiłam siebie nago i nie wstydziłam się pokazywać swojego ciała innym. Nałożyłam czerwoną szminkę na usta, potargałam włosy po czym oglądałam swoje dzieło w lustrze. Makijaż nie był mocny wręcz delikatny, a usta dodawały mu jedynie seksapilu. Poszłam do sypialni, w której znajdowało się jedynie dwuosobowe łóżko i niewielka garderoba. Wyciągnęłam z niej czarną koronkową bieliznę i moją ukochaną małą czarną. Kiedy sięgnęłam po pasujące do niej obcasy po mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi.


-Wchodzić. -Krzyknęłam wiedząc, że to Kylie. Nałożyłam szybko buty, a później bransoletkę, którą dostałam od Mika. Była ze srebrną zawieszką małego aniołka. -Dobra możemy iść. -Wyszłam z pokoju podchodząc do dziewczyny tanecznym krokiem.- I jak? -Uniosłam ręce do góry okręcając się.


-Pięknie wyglądasz... w sumie jak zawsze. -Dziewczyna przytuliła się do mnie całując w policzek.- Taksówka będzie za pięć minut.- Kiwnęłam głową biorąc torebkę z kanapy. Wyszłyśmy z mieszkania.- Dziękuje, że ze mną idziesz. Musze się napić, potańczyć!- Zakręciła się z rękami uniesionymi do nieba kiedy ja zamykałam dom.


-Ja i tak nie będę piła, ale tańcem nie pogardzę.- Uśmiechnęłam się do niej wchodząc do windy. Kiedy zjechałyśmy z samej góry pod blokiem stała już taksówka. Kierowca był całkiem niezły i gdyby nie fakt, że mam chłopaka trochę bym z nim poflirtowała.- Proszę nas zabrać do Royal Tigers.


 -Już się robi.- Ruszył z podjazdu włączając się do ruchu.- Widzę, że panie idą się bawić, ale same? Podejrzewam, że takie piękne kobiety jak wy są już zajęte.



-Ja owszem, ale moja koleżanka jest jak najbardziej do wzięcia.- Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie, ale szybko pożałowałam kiedy dostałam łokciem po żebrach od Kylie. Do końca podróży nikt się nie odezwał. Wyszłam z taksówki dając mu pieniądze. Rozejrzałam się po okolicy co nie dziwne było tu wiele ćpunów i pijanych osób, a była dopiero 22. Wtedy zobaczyłam coś czego nigdy w życiu nie chciałam zobaczyć. Mike siedzący w kawiarni z jakąś rudą dziwką. Powiedziałam Kylie, aby poszła przodem, a sama odeszłam trochę dalej, aby muzyka z klubu była nieco mniej słyszalna. Musiałam upewnić się, że to on, bo przecież obiecywał. Mówił, że będzie w pracy... Złość przepełniła całe moje ciało. Sięgnęłam po komórkę do torebki po czym wybrałam jego numer. Chłopak siedzący na przeciwko dziewczyny sięgną po telefon do kieszeni. Spojrzał na nią, pocałował dziewczynę w usta i wyszedł na zewnątrz. 

-Co tam kochanie? - Głos Mika rozbrzmiał w słuchawce w tym samym czasie kiedy mężczyzna koło kawiarni przyłożył telefon do ucha. Miałam ochotę  się na niego wydrzeć, ale nie zrobiłam tego, bo wtedy dowiedziałby się, że tu jestem. Nie miałam ochoty psuć sobie moich planów. -Skarbie? Halo?


-Wybacz, zamyśliłam się.- Wysiliłam się na miły ton i uważam, że dobrze mi to poszło zważywszy na to jaka zła byłam. 


-To u Ciebie normalne kochanie, a teraz powiedz mi czego potrzebujesz. Jestem jeszcze w pracy i muszę szybko kończyć.- Ta jasne. Kłamliwy sukinsyn.


-No, więc idę właśnie do sklepu i zastanawiam się czy może czegoś potrzebujesz albo czy masz na coś ochotę.


-Nic nie potrzebuje skarbie, a teraz wybacz, ale na prawdę muszę już kończyć. Kocham Cię.- Rozłączył się od razu po tych słowach, a facet przed kawiarnią wrócił do środka. Byłam wściekła, to nie jakiś facet tylko Mike i teraz byłam pewna. Jebać zdrowy rozsądek idziemy się napić. Zdjęłam bransoletkę z nadgarstka rzucając ją najdalej jak potrafiłam. Wpadłam do klubu nie przejmując się czy ludzie mi się przyglądają, czy nie. Było tu pełno osób. Duży parkiet, DJ miał swoje miejsce na podeście tak samo jak kilka innych dziewczyn, które na nich tańczyły. Od razu ruszyłam w stronę baru zamawiając najmocniejszego drinka jakiego mieli. 


-Selena miałaś nie pić.- Za moich pleców usłyszałam głos mojej przyjaciółki w tym samym czasie kiedy przybliżyłam szklankę do ust.


-Pieprzyć to. Ten kutas mnie okłamuje więc ja będę się bawić.- Krzyknęłam do niej, aby zagłuszyć nieco muzykę po czym wypiłam zawartość szklanki za pierwszym razem. Kiedy odwróciłam się do niej przodem na jej twarzy malowało się zdezorientowanie.- Później Ci wszystko powiem teraz chodź się bawić.- Sprostowałam szybko ciągnąc ją w stronę parkietu. Zaczęłam tańczyć w rytm piosenki zamykając oczy. Nie zwracałam większej uwagi jak tańczę i czy tak wypadało. Chciałam po prostu się rozluźnić i zaczynało to pomagać. Czułam jak alkohol w moim ciele zaczyna działać. Tańczyłam dalej kiedy męskie dłonie załapały za moje biodra przyciągając bliżej swojego ciała. Nie obchodziło mnie kim była ta osoba, zaczęłam zmysłowo tańczyć ocierając się o niego. Z sekundy na sekundę jego dłonie mocniej zaciskały się na moich biodrach. Zarzuciłam mu ręce za głowę przechylając swoją na bok, aby dać mu lepszy dostęp kiedy on od tyłu zaczął całować moją szyje. Jego dłonie przeniosły się na mój brzuch później wyżej na piersi, a ja mocniej otarłam się tyłkiem o jego krocze. Nagle zostałam odwrócona do niego przodem i zanim zdążyłam się przyjrzeć nasze usta się złączyły. Jego dłonie zaczęły krążyć po moim ciele, aż dotarły do tyłka mocno go ściskając na co ja cicho jęknęłam.


-Niezły tyłek skarbie. -Mrukną przy moich ustach. Jego głos był seksowny, lekko schrypnięty co jeszcze mocniej mnie podkręciło. Złączyłam nasze usta z powrotem i zanim się obejrzałam zostałam przyciśnięta do ściany w bardziej odosobnionym miejscu. Podniósł mnie do góry, a ja oplotłam go nogami w pasie. Jego ręce masowały moje uda pod i tak krótką sukienką, a usta całowały moją szyje. W momencie kiedy dłonie chłopaka zaczęły przesuwać się w górę w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Odsunęłam go od siebie stawiając stopy na ziemi, to był moment, w którym mogłam mu się przyjrzeć. Był nieziemsko przystojny. Szatyn wyższy przynajmniej głowę ode mnie z brązowymi oczami i wysoko postawioną grzywką stał przede mną ciężko oddychając. Taki przystojniak Cię pragnie, a Ty go odepchnęłaś. Świetnie po prostu świetnie Sel.


-Wybacz stary, ale nic z tego.- Powiedziałam próbując przejść obok, ale ten złapał mnie za ramie zatrzymując.


-Wydawało mi się, że jeszcze chwilę temu byłaś chętna.- Szepną mi do ucha na tyle głośno, abym mimo muzyki w klubie mogła to usłyszeć. 


-Właśnie. Chwilę temu, ale już nie.- Poklepałam go po ramieniu uśmiechając się sztucznie co i on musiał zauważyć, bo od razu mnie puścił. 


-Więc chociaż daj się namówić na drinka.- Przyglądałam mu się uważnie myśląc nad odpowiedzią.


-Jednego jeżeli Ty stawiasz.- Na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech. Złapał mnie za rękę prowadząc do baru. Usiałam na wysokim stołku, a on zamówił dla nas drinki, których nazwy nawet nie wypowiem.


-Jestem Justin.- Wyciągną do mnie dłoń, a ja swoją.


-Selena, więc..- Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ Kylie wskoczyła między nas.


-Sel musimy iść.


-Hm.. Cześć jestem Justin i rozmawiam z Twoją koleżanką.- Chłopak odezwał się do niej zwracając na siebie jej uwagę.


-Sory przystojniaku, ale muszę ją zabrać.- Machnęła na niego ręką z powrotem odwr
acając się do mnie.- Bill tu jest.- Jej były. Rozumiejąc o co jej chodzi wstałam z krzesła wyciągając z torebki kilka banknotów. Może była mała, ale pojemna.


-Już idziesz?- Chłopak zapytał zdezorientowany.- To może dasz mi chociaż swój numer?


-Ona ma chłopaka. Sory kolego.- Widać było, że Justin zmieszał się jeszcze bardziej. Ja jednak wyciągnęłam kartkę z torebki zapisując na niej swój numer.


-Nie mam chłopaka już od jakiś dwóch godzin.- Dałam mu ją po czym odwróciłam się do Kyli.- Później wyjaśnię.- Pożegnałam się z nim po czym wyszłyśmy z klubu.

niedziela, 1 listopada 2015

Bohaterowie


Justin Bieber
Lat 25
Selena Gomez
Lat 22
Lili Gomez
Lat 20
Josh Turner
Lat 26
Kylie Grant
Lat 23

Lukas Grant
Lat 26
Mike Hoover
Lat 24
Scott Smith
Lat 25
Brock Nixon
Lat 27
 
Charlotte Barkley
Lat 23
Emma Nelson
Lat 23


Więcej o nich dowiecie się czytając moje opowiadanie :)